Solarny model Birkelanda: teoria Elektrycznego Wszechświata i powłoka plazmowa Słońca

Model Słońca w XXI w. Wszystkie warstwy ułożone wg ciężaru atomowego: ferryty, wapń, krzem, neon, hel, wodór

Tu jest informacyjny manuskrypt o modelu twardej powierzchni Słońca, oparty na teorii elektrycznego wszechświata, dostępny tu do publicznego wglądu. Przedstawia on bardziej formalne przedstawienie materiału o modelu słonecznym. Dostępny jest również duży plik programu Microsoft Word. Elektryczne aspekty tego modelu są omówione również w Journal of Fusion Energy, w sposób bardziej formalny.

Moje wielkie uznanie dla każdego zaangażowanego w programy Hubble, Yohkoh, Hinode, SOHO, Trace, STEREO, RHESSI, Geos, Chandra i Spitzer, oraz inne. Posiadam więcej bieżące dane z satelitów Hinode i STEREO, które w pełni popierają dane z poprzednich misji.

Słońce jest dla astronomii „Kamieniem z Rosetty”. Obserwowanie, zrozumienie i wyjaśnienie wewnętrznych procesów naszej gwiazdy jest kluczem do rozwikłania fizycznego i kwantowego świata wokół nas. Jedyna słuszna droga, to wiedzieć, czy mamy poprawnie odcyfrowany kamień. Żeby potwierdzić, czy mamy poprawny model, należy użyć tego modelu w celu wyjaśnienia zachowania Słońca, oraz w możliwy sposób „zasymulować” jego właściwości tu, na Ziemi.

Przez stulecia model gazowy Galileusza konsekwentnie zawodził w wyjaśnianiu lub symulowaniu wielu kluczowych obserwacji słonecznych. Na przykład, nie potrafi wyjaśnić milionowych temperatur w koronie słonecznej. Nie potrafi wyjaśnić koronalnych wyrzutów masy, rozbłysków słonecznych, oraz wielu innych obserwowanych, i dobrze udokumentowanych zjawisk. Nawet idea ciągłej fuzji jądrowej wymyka się nam tu, na Ziemi.

„Powierzchnia”, jaką obserwował Galileusz, nie jest powierzchnią Słońca, lecz tylko powierzchnią fotosfery.

Z drugiej strony, model słoneczny, z którym eksperymentował na początku XX w dr Birkeland, prosto tłumaczy te kluczowe obserwacje. Birkeland nawet osobiście zasymulował większość kluczowych obserwacji. Jego eksperymenty w teorii elektrycznego wszechświata mogą dostarczyć klucza do wielu słonecznych tajemnic.

Przyczyna konfuzji modelu gazowego jest prosta. Satelity SOHO, STEREO, Trace i Yohkoh pokazały, że Słońce nie jest zwykłą kulą gazów, jak zakładał Galileusz, bazując na swoich ograniczonych obserwacjach przy pomocy prymitywnego teleskopu. Tak jak przewidział dr Birkeland, Słońce jest posiada stałą, przewodzącą elektryczność powierzchnię, zbudowaną z farrytowego żelaza i kompozytów niklu, położonej poniżej płyno-podobnej warstwy plazmy, zwanej fotosferą. Tak wiec Słońce posiada stałą, przewodzącą powierzchnię, przykrytą warstwami plazmy, pogrupowanymi wg masy: wapń, krzem, neon, hel, oraz w końcu, warstwa wodoru, który wciąż „zapala” koronę. Model stałej powierzchni, nad którym eksperymentował Birkeland, może, i wyjaśnia, całkiem elegancko, wiele z obserwowanych zachowań Słońca, oferując najlepszą nadzieję na odcyfrowanie kamienia (w tym przypadku żelaznego ferrytu), co by pomogło nam rozwikłać zagadki wszechświata.

Następujące teorie oparte są na koncepcjach, jakie narodziły się podczas ściągania, obserwacji i analizy gigabajtów danych z „surowego EIT”, oraz innych typów wideo z SOHO i Trace, przez okres wielu miesięcy, oraz aktywnego przeglądania obrazów satelitów Trace, SOHO i Yohkoh, oraz z innych, przez okres wielu lat. Są one również oparte w dużej mierze na pracy dr Kristiana Birkelanda, dr Charlesa Bruce’a, oraz dr Olivera Manuela. Naukowcy ci zgromadzili nowe dowody wspierające obecne obserwacje satelitarne. Proszę pamiętać, że nie jestem powiązany z programami SOHO, Trace ani Yohkoh, Rhessi, czy Geos, jednak jestem im bardzo wdzięczny za badania, dostępne publicznie dla atroamatorów, takich jak ja.

Ten składany obraz pokazuje fotony z łuków, które w filtrze 171A satelity Trace mają kolor zielony. Łuki te występują wzdłuż ferrytowej powierzchni wapniowej, oraz mogą być widoczne jako kropki pod pomarańczową warstwą plazmy, widzianą w 1600 angstromach. Na prawdę masywne łuki elektryczne przebiły się przez górne warstwy plazmy, jak to widzimy na zdjęciu.

Wstawiłem na tej stronie trochę zdjęć JPG i filmów z satelitów, aby podeprzeć głoszone przez siebie tezy, ale nie znaczy to, że zgromadziłem tu wszystkie dane ze stron projektw Rhessi, Geos, Yohkoh, SOHO czy Trace. Ten rodzaj przełomowych technologii daje podporę dla znaczących przełomów w nauce. Jest to rodzaj brzytwy badań naukowych, które w mojej opinii zrodzą nowe idee. Z całego serca dziękuję grupom odpowiedzialnym za projekty Geos, Rhessi, Yohkoh, SOHO oraz Trace. Szczególnie z głębi serca dziękuję mojemu dobremu przyjacielowi, dr Oliverowi Manuelowi, za jego ciężką pracę i wsparcie.

Aby w pełni skorzystać z tej strony, potrzebne jest szybkie łącze internetowe, Windows Media Player oraz Apple QuickTime (wprawnym użytkownikom Linuksa i innych systemów Unix-owych zapewne wystarczy to pierwsze – przyp. tłum.). Strona zoptymalizowana jest dla rozdzielczości 1024×768 piksli lub wyższej. Jeśli kliknąć na kolorowe (podkreślone) odnośniki, otworzą się animacje lub filmy powiązane z omawianym właśnie tematem. Część z nich może ważyć do 20MB.

Zdjęcie różnicowe pochodzące z satelity NASA – SOHO, korzystającego z filtra 191A. Pokazuje ono teksturę i struktury terenowe żelaznej powierzchni.

Fatalna skaza na starym modelu

Dlaczego potrzebujemy nowego modelu Słońca? Aby ocenić, co jest nie tak w obecnym gazowym modelu, musimy spojrzeć na historię i zobaczyć, jak zaistniał stary (gazowy) model, oraz jak jego idea wpływała na późniejszą naukę. Musimy również rzucić świeżym okiem na niektóre pomysły dr Kristiana Birkelanda, które upowszechniał na początku XX wieku. Jest to istotne szczególnie teraz, kiedy jego odkrycia potwierdzone zostały obserwacjami satelitarnymi.

Galileusz żył w XVI wieku i był wczesnym pionierem astronomii. Do obserwacji używał bardzo prymitywnego jak na dzisiejsze standardy teleskopu. Wówczas oczywiście był to „artyzm technologiczny”. Nie ma wątpliwości, że utrata wzroku przez Galileusza była przynajmniej po części spowodowana patrzeniem bezpośrednio na Słońce. Na szczęście, można obecnie zobaczyć to, co widział Galileusz, bez obawy o wzrok, a to za sprawą Toma Bringmana ze Stanford University.

To, co Galileusz obserwował swoimi oczami, nie było wcale powierzchnią Słońca, lecz tylko powierzchnią gęstej otoczki plazmowej, zwanej fotosferą, która pokrywa powierzchnię Słońca. To, czego Galileusz nie mógł zobaczyć, to wyrafinowane różnicowe oraz dopplerowskie obrazy Słońca, zrobione przez satelitę SOHO. (…)

Oto zbliżenie powierzchni Słońca w 171 Angstremach. Pokazuje ono „krateropodobną” strukturę w centrum z łukami elektrycznymi, wychodzącymi z owej warstwy powierzchni z postrzępionymi strukturami. Plazma ma tendencje do dużej płynności, w przeciwieństwie do widocznego tu krateru.

Galileusz zaobserwował, że plamy na powierzchni Słońca zmieniają się z czasem, oraz że prędkość rotacji fotosfery na równiku jest inna niż w pobliżu biegunów. Z zachowania tego wyciągnął wnioski, że musi patrzeć na substancję podobną do gazu. Miał w tym rację, aczkolwiek wiemy dzisiaj, że fotosfera składa się z gęstej plazmy.

Na nieszczęście, Galileusz założył, że pod warstwą fotosfery nie istnieje nic stałego, ani istnieć nie może. Założenie to było krytycznym błędem. To tak, jakby patrzeć na świat pokryty wodą i wyciągnąć wniosek, że musi się on cały składać z wody, z „bardziej gęstą wodą” w centrum. W celu zweryfikowania tego, co Galileusz po prostu założył, musimy przetestować jego teorię, i znaleźć sposób, żeby zajrzeć pod fotosferę. Galileusz nigdy nie miał takiej możliwości za swojego życia. (…)

Krótko mówiąc, Galileusz był ograniczony do tego, co widziały jego oczy, podczas gdy teraz mamy możliwość zajrzeć pod warstwę, którą widział Galileusz, i zaobserwować stałą powierzchnię Słońca, leżącą pod jego fotosferą. Możemy więc spojrzeć na Słońce przez szerokie pasmo wielu długości fal, o zobaczeniu których oko ludzkie nie może marzyć. Jeśli przyjrzeć się tym różnicowym zdjęciom z SOHO, zrobionym przy użyciu filtra 195Å, właściwa powierzchnia Słońca nie obraca się z różnymi prędkościami na równiku i biegunach, tak jak fotosfera. Zachowuje się znacznie bardziej jak ciało stałe, niż gaz. Gdyby Galileusz miał dostęp do tych obrazów, przypuszczalnie wystąpiłby z całkiem innym modelem, najprawdopodobniej zbliżonym do modelu dr Birkelanda, zaproponowanego kilkaset lat później. Krytyczną różnicą jest to, że całą perspektywą Galileusza było to, co mógł zobaczyć dzięki prymitywnej technologii, w bardzo wąskim zakresie widma. Obrazy różnicowe z SOHO pokazują jednorodnie obracającą się i stałą powierzchnię, podczas gdy obrazy fotosfery pokazują, że jest to ruchoma plazma, która zachowuje się zupełnie inaczej od właściwej powierzchni Słońca.

Oto przykład obrazu „różnicowego” powierzchni Słońca, zrobionego przez satelitę Trace przy użyciu filtra 171Å, czułego również na emisje jonów żelaza.

Przez następne 400 lat teoretycy modelu gazowego próbowali zrozumieć Słońce i stworzyć jego model bazujący na wczesnych założeniach Galileusza. Pracowicie i na różne sposoby mierzyli fotosferyczną warstwę plazmy i właściwie zweryfikowali przewidywania Galileusza co do ruchomej natury fotosfery. Jest to warstwa lepkiej plazmy. Teoretycy modelu gazowego stworzyli bardzo wyrafinowane modele bazujące na siłach ścinających, spowodowanych nierównomiernymi ruchami fotosfery. Rzeczy te zostały zweryfikowane.

Niemniej począwszy od 0,995 części promienia, czyli tuż pod fotosferą, zaczyna się problem z modelem gazowym. Na tej głębokości, współczesny model gazowy leci na złamanie karku w warstwę przejściową, warstwę stałego materiału, w którym fale dźwiękowe poruszają się szybciej niż w plazmie. Jest to strefa, zachowująca swój trójwymiarowy kształt, jak to widzimy na powyższym zdjęciu złotego koloru. Struktury te pozostają niezmienione przez wiele godzin. Ostatecznie zmienia je dopiero erozja. Zmiany rejestrowane w warstwie przejściowej są zupełnie niepodobne do tych obserwowanych na powierzchni fotosfery, gdzie granule tworzą się i zanikają co każde osiem minut.

To jest obraz komponowany z satelity Trace, obejmujący nałożone obrazy z wszystkich trzech widoków, z użyciem filtrów 171Å, 195Å i 284Å. Wszystkie owe filtry są czułe na emisje jonów żelaza, i wskazują na obecność dużych ilości żelaza w owej warstwie. Cząstki żelaza elektryzują się w elektrycznym strumieniu, płynącym pomiędzy punktami na powierzchni, a innego koloru łuki starają się skupić na tych samych strefach. Są to silnie aktywne elektrycznie strefy powierzchni.

Teoretycy modelu gazowego próbowali bez powodzenia zrozumieć dynamikę słoneczną, bazując na podstawowym założeniu które nigdy nie zostało przetestowane i zawiera krytyczne wady.

W międzyczasie powstały jednak nowe spojrzenia i modele, z których najważniejszym jest model stałej powierzchni, zaproponowany po raz pierwszy przez Kristiana Birkelanda na początku XX w.

Tylko w ostatniej dekadzie dostaliśmy dostęp do technologii, która może zweryfikować lub obalić wiele modeli słonecznych. Jednak informacje oferowane nam przez satelity Rhessi, SOHO, Trace i Yohkoh boleśnie wystają z modelu gazowego, gdyż dostarczają wielu nieodpartych dowodów, że Galileusz zupełnie mylił się w swoim założeniu, że nie może być żadnej stałej powierzchni pod fotosferą. Współczesne satelity dają silne podparcie dla istnienia stałej, przewodzącej powierzchni, jak u Birkelanda. W rzeczy samej, wiele zdjęć zrobionych przez Birkelanda w laboratorium ma dziś swoje odpowiedniki w zdjęciach z 21-wiecznych satelitów.

Jednorodny ruch żelaznej powłoki słonecznej sugeruje, że musimy gruntownie przemyśleć nasze spojrzenie na Słońce, oraz na Wszechświat, w którym żyjemy, oraz musimy wyjść z nowymi modelami, które wyjaśnią obserwacje z satelitów SOHO, Rhessi, Geos, Yohkoh oraz Trace.

Ogromne łuki elektryczne pomiędzy przeciwnie naładowanymi punktami na namagnesowanej, żelaznej powierzchni.

Powierzchnia Słońca

Bazując na obrazach różnicowych z SOHO, widać, że Słońce posiada stałą, przewodzącą elektryczność, ferrytową powierzchnię tuż pod fotosferą, obracającą się co 27,3 dnia. Równomierność tych obrotów nie przypomina niczego, co znajdujemy w fotosferze. To jest stałe. Jest ciągle przekształcane i erodowane przez ciągle występujące łuki elektryczne pomiędzy spolaryzowanymi magnetycznie punktami na powierzchni. Łuki te emitują światło zgodne z liczbą jonów ferrytowego żelaza, sugerując, że powierzchnia ta składa się z materiałów ferrytowych. Te elektryczna erozja pomału zjada powierzchnię, tak jak pomału zużywają się elektrody spawarki, oraz powierzchnie, które dotyka łuk. Powierzchnia może się też topić, czasami wzdłuż bardzo długich „linii uskokowych”, skutkując jej ostatecznym pęknięciem i „słonecznym trzęsieniem ziemi”. Czasami owe trzęsienia powodują masywne słoneczne tsunami, widoczne przez fotosferę i powodujące ogromne koronalne wyrzuty masy, takie jak ta z 28 czerwca 1945.

Te elektryczne łuki mogą urosnąć wysoko ponad powierzchnię. Zdjęcie zrobione przez satelitę Trace filtrem 171Å.

Erozja spowodowana ciągłym iskrzeniem pomiędzy punktami na powierzchni jest przynajmniej jednym z katalizatorów powstawania ciągle zmieniających się plam słonecznych. Proces wyładowań elektrycznych uwalnia również ogromne ilości ciepła, wędrującego do płynnej plazmy fotosferycznej, pokrywającej powierzchnię, powodując granularny wzór, który widzimy na powierzchni fotosfery. Inne części plazmy kształtują się w fotosferyczną atmosferę na kształt „iryska”, i gromadzą przy powierzchni, jak cięższe partie w lampie lawowej, opadające na dno przy jej podgrzewaniu. Czasami zbiera się ona do kupy i jest wyrzucana w erupcji powierzchniowej przez płyno-podobną fotosferę, gdzie w końcu eksploduje w koronalnych wyrzutach masy.

Łuk

Jednym z najbardziej podstawowych procesów na Słońcu jest łuk elektryczny. Wewnętrzne reakcje rozszczepiania działają jak bateria, uwalniając wolne protony i elektrony, podczas gdy powierzchnia działa jak ogromny kondensator. Gdy te strumienie elektronów dosięgają powierzchni, jonizują ferryty, które przepychają je w warstwę krzemu fotosfery, która z kolei napędza przepływ elektryczności, tworząc gigantyczne elektryczne łuki pomiędzy tworami powierzchniowymi. Warstwa neonu działa jak ogromna lampa żarzeniowa, absorbująca i emitująca elektrony. Gdy przepływ energii (-) z zewnętrznej przestrzeni przechodzi przez atmosferę Słońca, również poszukuje orientacji wzdłuż linii lokalnego pola magnetycznego. Lokalny magnetyzm na samym szczycie bazuje na przepływie elektryczności i magnetycznej orientacji przepływu energii, będącego następstwem schładzania się powierzchni. Górna skorupa powierzchni jest zerodowana, więc uwidocznione są jej dolne warstwy. Gdy w jakiejś strefie ma miejsce wystarczająco dużo łuków, tworzą się pęknięcia, mogące skutkować trzęsieniami oraz/jak również rozbłyskami. Słoneczna „skorupa” jest rozciągana wzdłuż linii przepływu elektryczności. Specyficzna orientacja powierzchni oraz orientacja magnetyczna słonecznego jądra powodują przepływ elektronów przez struktury powierzchni. Bieżąca powierzchnia i ułożenie głębszej skorupy determinuje przepływ elektronów, oraz/lub ich potencjał. Gdy bieguny magnetyczne jądra wskazują na równik, jest to okres intensywnych sztormów magnetycznych i znacznej aktywności plam słonecznych. Gdy oś jądra pokrywa się z osią słoneczną, mamy okresy spokoju, z obniżoną aktywnością plam. Słońce potrzebuje 22 lat na wykonanie pełnego cyklu obrotu magnetycznego, co skutkuje zwiększoną aktywnością co każde 11 lat.

To zdjęcie fotosfery zrobione przez obserwatorium Big Bear w Kaliforni pokazuje ogromną dziurę we frędzlach penumbry oraz ogromne pęknięcie w żelaznej powierzchni poniżej, które uwalnia ciepło do atmosfery. Owo ciepło z pęknięcia powoduje podnoszenie się krzemowej plazmy, pozostawiając ogromną dziurę.

Owo stałe iskrzenie oraz stałe zmiany orientacji magnetycznej jądra powodują bardzo dynamiczny proces erozji, co daje z czasem bardzo ciekawą rzeźbę powierzchni. Owe nieregularne struktury odzwierciedlają nieregularny rozkład energii w różnych miejscach. Wewnętrzne reakcje rozszczepiania działają jak wielka, niewyczerpana bateria, podczas gdy powierzchnia jest równie wielką lampą wyładowaniową, której rdzeń wciąż uwalnia protony, a powierzchnia wciąż uwalnia i absorbuje elektrony. Punkty na powierzchni stają się naładowane dodatnio lub ujemnie, zależnie od przepływu tych wolnych protonów i elektronów, orientacji magnetycznej jądra, a także orientacji i ułożenia skorupy. Gdy wolne elektrony przekraczają fotosferę z różnych punktów na powierzchni, a także z kosmosu, zostają przyciągnięte i uformowane w łuk przez dodatnio naładowane punkty na powierzchni. Owe przepływy energii powodują spektakularne łuki elektryczne, przechodzące przez fotosferę, chromosferę, oraz koronę, jak to widzimy na zdjęciu poniżej.

Zdjęcie satelity Yohkoh, przedstawiające chaotyczną powierzchnię Słońca oraz jego zwiększoną aktywność elektryczną u progu nowego tysiąclecia. Najwyższa energia skoncentrowana jest u podstaw łuków elektrycznych, oraz wokół samych łuków. Światło, jakie widzimy, skoncentrowane jest na samych łukach, pokazując, że tam jest najgorętsze żelazo. Jest ono grzane aktywnością elektryczną.

Łuk elektryczny tworzy się pomiędzy dwoma przeciwnie naładowanymi punktami powierzchni magnetycznej. Intensywność łuku zależy od ilości energii przez niego płynącej w danym czasie. Elektrony i protony są stale uwalniane przez wewnętrzny reaktor Słońca. Owe wolne naładowane cząstki są przyciągane przez magnetycznie zorientowane „trasy ruchu”, przemierzające powierzchnię od obracającego się jądra. Elektrony z przestrzeni kosmicznej, oraz z samej powierzchni, natychmiast przyciągane przez przeciwnie (dodatnio) naładowane struktury powierzchni, po czym formuje się „łuk” elektryczny.

Fotosfera

Fotosfera jest z pewnością jedną z najbardziej enigmatycznych i niezrozumianych warstw Słońca. Jest ona zwykle, i całkowicie błędnie, traktowana jako „powierzchnia Słońca”. Jednak wcale nią nie jest. Jest płyno-podobną plazmą neonową, częściej odnoszoną do frędzli penumbry. Owa neonowa warstwa włókien przewodzi ciepło w stronę powierzchni. Neon nie tylko wytwarza widziane przez nas światło, służy również za kriogeniczne chłodziwo, będące głównym powodem, dla którego pod spodem mogła się utworzyć stała powierzchnia. Pod spodem znajduje się warstwa lepkiego krzemu, izolującą łuki elektryczne i skorupiastą warstwę wapnia, wzdłuż ferrytowej powierzchni. Krzemowa warstwa widoczna na zdjęciu poniżej, nie świeci jak neon, natomiast warstwa neonu ponad nią świeci tak, jak to widzimy. Daleko poniżej warstwy neonu i krzemu leży ferrytowa, ciemna warstwa wapnia, z widocznymi pęknięciami powierzchni. Ciepło z tych pęknięć unosi krzemową warstwę ponad warstwę neonu, dopóki nie dotrze ona do warstwy helu w chromosferze, skąd sprowadza ją na dół grawitacja. Gdy powierzchnia ostygnie, krzem przestaje się wznosić, a neon przykrywa powstałą dziurę.

Krzemowa plazma wybuchająca w przestrzeń. Niektóre z takich zdarzeń mogą być nieprawdopodobnie masywne.

Penumbralne włókna są odpowiedzialne za granulowaty, konwekcyjny wzór fotosfery, oraz wytwarzają światło widoczne dla naszych oczu. Dzieje się tak, gdyż warstwa ta złożona jest z neonu, taki sam, jak w lampach biurowych, oraz jak ten używany w chłodzeniu kriogenicznym. Płynowaty ocean plazmy krzemowej w dolnej fotosferze pokrywa całą ferrytową powierzchnię Słońca, jak oceany pokrywają większość powierzchni Ziemi. Energia uwolniona przez każdy łuk elektryczny, przechodzący przez izolującą warstwę fotosfery (często również przez chromosferę), podgrzewa gęstą plazmę fotosfery, oraz lżejszą warstwę helu w chromosferze. W obecności dużego natężenia pływów elektromagnetycznych oraz ciepła, lub też erupcji z powierzchni, czysta plazma krzemowa w niższych rejonach fotosfery unosi się do góry, poprzez warstwę neonowych włókien penumbry, pozostawiając dziury lub „plamy” w fotosferze. Gdy skorupa powierzchniowa ostygnie, gorąca warstwa krzemu przestaje się wznosić, lepki neon formuje na nowo warstwę plazmy i plama słoneczna zanika.

Elektryczne wyładowania na Słońcu mogą być odpowiedzialne co najmniej za częściową, o ile nie za całą, słoneczną przepustowość elektryczną. Owe łuki elektryczne bez wątpienia uwalniają ogromne ilości energii. Ich punkty początkowe nie są w żadnym razie kwestia przypadku, lecz są ściśle powiązane z orientacją magnetyczną punktów na powierzchni, a co za tym idzie, ładunkiem elektrycznym i przepływem energii elektrycznej z jądra.

Gdy łuki podgrzeją krzemową warstwę płyno podobnej plazmy fotosfery, zaczyna ona „wrzeć” ku powierzchni fotosfery, przez warstwę plazmy neonowej. Zwykle, owa warstwa neonu po prostu chłodzi warstwę krzemu poprzez włókna penumbry, w postaci widocznego i dobrze znanego wzoru granuli. Gdy warstwa krzemu staje się bardzo gorąca, wznosi się aż do warstwy helu, gdzie grawitacja sprowadza ją z powrotem. Powierzchnia pod spodem jest schładzana przez chłodziwo otaczające krzemową plazmę.

Taniec Krzemowego Anioła nad żelazną powierzchnią Słońca.

Wzdłuż powierzchni Słońca występuje przypuszczalnie dodatkowa warstwa z wapnia lub niklu. Znajduje się ona pomiędzy powierzchnią a warstwą krzemu. Może ona czasami wznieść się ponad fotosferę, gdy zostanie podgrzana przez powierzchnię, tak jak wznosi się materiał w lampie lawowej. Wydaje się, że jest jej więcej w okolicach biegunów niż równika. Często plazma ta jest „pchana” przez erupcje różnego rodzaju. Czasami twory tej tajemniczej plazmy są wyrzucane w przestrzeń, co jest wyzwalane pęknięciami powierzchni (zwróć uwagę na górny prawy róg filmu). Kiedy ten płyno podobny obłok plazmy dosięga chromosfery i korony, zabiera ogromne ilości ciepła i powoduje całkiem spore wyładowania koronalne. Nikiel i siarka zwykle są znajdowane w produktach słonecznych podczas fazy spokoju, więc przypuszczalnie ową tajemniczą warstwę tworzy nikiel, gdyż zdaje się pochodzić spod warstwy krzemu, co sugeruje, że jest od niego cięższy (…).

Słoneczne bieguny magnetyczne wykonują pełny obrót co 22 lata. Możliwe, że samo Słońce wykonuje po prostu obrót wzdłuż ustalonego, uniwersalnego pola magnetycznego, lub też podlega zewnętrznemu polu elektromagnetycznemu, które obraca się co 22 lata. Takie uniwersalne pole magnetyczne może być odpowiedzialne za przyspieszanie samego wszechświata, a nawet za „grawitację” taką, jak ją rozumiemy.

Co każde 11 lat, bieguny magnetyczne Słońca wskazują na jego równik. Kiedy to następuje, przepływ elektromagnetyzmu na równiku staje się znacznie silniejszy i gwałtowniejszy. Pojawiają się bardziej energetyczne zjawiska, podgrzewające krzem, który rośnie w kolumnę. Ten wznoszący się krzem pozostawia wyrwę w neonowej warstwie fotosfery. Owa zwiększona aktywność elektryczna jest szczególnie silna, gdy bieguny magnetyczne wskazują delikatnie na północ lub południe od równika. Powoduje to powstawanie silnie spolaryzowanych, przeciwnie naładowanych struktur powierzchniowych, na północ lub południe od równika. Z tych spolaryzowanych magnetycznie powierzchni wypływają ogromne rzeki energii, łączące przeciwnie naładowane miejsca w powierzchni po obu stronach równika. Gdy bieguny magnetyczne są mniej lub bardziej równoległe do równika, pojawia się znacznie więcej plam słonecznych w fotosferze (…). Wznosząca się plazma krzemowa przebija się przez włóknistą warstwę neonu na szczycie fotosfery, otwierając dziurę w warstwie włókien penumbry. Warstwa neonu jest tą warstwą, która świeci w widocznym dla nas widmie, oraz chłodzi powierzchnię pod spodem.

Michael Mozina

Link do oryginału: http://www.thesurfaceofthesun.com/model.htm

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.