Balon wzniósł się ponad błyskawicę!

W sierpniu 2001 w środkowo zachodnim USA wysłano ponad burze balon wysokościowy. Badacze wysłali balon, jak Ciemnego Jeźdźca z Tolkiena, jadącego w bezksiężycową noc, na poszukiwanie krasnoludków, gnomów i pierścieni elfów.

Ponad silnymi burzami, w kosmos wystrzeliwują gnomy, krasnoludki i elfy. Ich dziwaczne nazwy mogą odzwierciedlać fakt, że choć piloci linii lotniczych raportowali je, to przez wiele lat nie wierzono w ich istnienie.


Co zaskakujące, w latach 20-stych XX wieku, szkocki fizyk C. T. R. Wilson przewidział istnienie krótkich rozbłysków światła wysoko nad burzami elektrycznymi. Niemal 70 lat później, Bernard Vonnegut z SUNNY w Albany, zdał sobie sprawę, że dowody na przewidywania Wilsona – wówczas niepotwierdzone – mogą być dostarczone przez obrazowanie wideo górnej atmosfery ziemskiej, nagrywane przez astronautów na promach kosmicznych. Namówił Wiliama Boeck’a i Otha Vanghuan’a z NASA do poszukiwań. Ich badania zakończyły się sukcesem. Na spotkaniu Amerykańskiej Unii Geofizycznej w 1990, Boeck i Vanghuan zaprezentowali dowody na błyski w górnej atmosferze. Dowody innej natury nadeszły od Johna Wincklera i jego kolegów z Uniwersytetu w Minnesocie, którzy nieoczekiwanie zaobserwowali błyski na bezksiężycowym nocnym niebie nad Minnesotą w 1989.

Edgar Bering. Źródło: Bill Ashley, UH Media Center

David Sentman z Uniwersytetu Alaska Fairbanks dostarczył kilku bezpośrednich pomiarów rozbłysków zwanych krasnoludkami. Sentman wybrał dla czerwonych błysków nazwę krasnoludki, ponieważ widać je tylko kątem oka. Rozrzedzone powietrze mezosfery, gdzie się pojawiają, jest zbyt wysoko dla samolotów, a zbyt nisko dla satelitów, więc większość naszej wiedzy pochodzi ze światłoczułych kamer i sensorów elektromagnetycznych, umieszczonych w laboratoriach na szczytach gór. Prof. Edgar Bering, fizyk na Uniwersytecie w Houston w Teksasie, ostatnio to zmienił. Przewodzi on zespołowi National Scientific Balloon Facility z NASA, aby studiować krasnoludki przy pomocy balonów wysokościowych, wypuszczanych nad duże burze.


Adaptowane z Burzowy Jeździec, Harriet Wiliams, New Scientist wol. 172, Nnr 2321, 15 grudnia 2001

Po ponad dekadzie niezgody, fizycy atmosferyczni sądzą, że w końcu są blisko porozumienia co do tego, jak tworzą się krasnoludki. Balon Beringa oferuje jedną z pierwszych realnych szans na potwierdzenie ich teorii. (…) Mała ilość informacji, jaką posiadamy, prowadzi do modelu powstawania krasnoludków, z którym wielu w tym ścisłym gronie obecnie się zgadza. Zależą one od intensywnych, lecz krótkich pól elektrycznych, utworzonych w atmosferze przez wyładowanie pioruna.

Jak formują się krasnoludki

Chociaż większość błyskawic bierze początek w ujemnie naładowanym spodzie chmury burzowej, w przybliżeniu 1 na 5 uderzeń pioruna rozpoczyna się w dodatnio naładowanym czubku chmury. Skutkuje to energetycznym wyładowaniem między dodatnią chmurą a ziemią, w którym ładunek dodatni jest neutralizowany przez wznoszący się przepływ elektronów z gruntu. Ujemne ładunki, pozostałe w dolnej części chmury, tworzą coś, co polem pół-elektrostatycznym, intensywnym polem elektrycznym, rozciągającym się wysoko w atmosferę nad burzą.

Nie mam absolutnie wątpliwości mówi Umram Inan, dyrektor w Space, Telecommunications and Radioscience Lab w Stanford University. Krasnoludki powoduje pole QE (pół-elektrostatyczne).

Krasnoludki występują ponad poziomą (tak zwaną pająkowatą) błyskawicą w dolnej części górnej chmury warstwowej. Wielkie, poziome rozszerzenie błyskawicy pająkowej pokazuje rozmiar wielkiej warstwy ładunku, zasilającego dodatnie błyski przy ziemi. Takie błyski nie są z reguły widoczne w zwykłych, pojedynczych burzach.

Pozostaje inne pytanie bez odpowiedzi. Niezwykle gwałtowny początkowy wzrost krasnoludków nie jest dobrze poznany. Tak samo wyraźna asymetria pomiędzy liczbą krasnoludków produkowanych przez błyskawice ujemne, a tych powstałych w wyniku błyskawic dodatnich. Tylko dwa krasnoludki wyraźnie powiązano z błyskawicą ujemną z chmury do ziemi, podczas gdy liczba krasnoludków o zweryfikowanym powiązaniu z silniejszym wyładowaniem dodatnim z chmury do ziemi idzie w tysiące. Oczywistym jest, że jest sporo do nauki.

Krytyczny punkt przebicia powietrza zależy od gęstości. Na dużych wysokościach, około 75 km, gdzie gęstość powietrza jest niska, pole QE przekracza punkt krytyczny przebicia dla powietrza. Dochodzi do przebicia elektrycznego i molekuły, takie jak wodór i tlen, są jonizowane, uwalniając elektrony. Pod wpływem pola QE, wolne elektrony przyspieszają w górę, podczas gdy jony przyspieszają w dół, ku ziemi.

Loty balonu Edgara Beringa sugerują, że prądy odpowiedzialne za krasnoludki mogą nieść więcej energii, niż ktokolwiek się spodziewał. Poprzednie ustalenia wskazywały na około 3000 amperów. Dane Beringa wskazują na prawie 12 000 amperów. Nie wiadomo, czy ten potężny prąd może stanowić jakieś fizyczne zagrożenie dla kogokolwiek. Samoloty nie latają w mezosferze, ale krasnoludki mogą sięgać w dół aż do szczytów chmur. Bering sugeruje, że jest też całkiem możliwe, że krasnoludki mogą wpływać na pojazdy kosmiczne. Krasnoludki są głównymi podejrzanymi w sprawie niewyjaśnionej utraty balonu wysokościowego kilka lat temu.

Krasnoludki znikają niemal tak szybko, jak się pojawiają, w ciągu milisekund. Aczkolwiek uważa się, że pole QE trwa znacznie dłużej. Badacze naziemni mogą monitorować jego obecność przy pomocy odbiorników radiowych, gdyż pole wytwarza ciągły sygnał elektromagnetyczny na częstotliwościach od kilku herców do dziesiątek kiloherców. Sygnał ten utrzymuje się często na długo po zniknięciu krasnoludka, malejąc wraz z rozpraszaniem się ładunku w chmurze. Inan i jego koledzy twierdzą, że sygnał elektromagnetyczny jest sygnaturą pola QE.

Ale to, czego potrzebują naukowcy, to bezpośrednie pomiary pola elektrycznego. Co może być lepszego, niż informacje zebrane przez balon unoszący się wysoko nad chmurami?

Zespół przeszukał dane z balonu w poszukiwaniu sygnatury pola QE – pola elektromagnetycznego niskiej częstotliwości. Czekało ich jednak zaskoczenie. Instrumenty balonu nie zarejestrowały go. Badacze uświadomili sobie, że będący ich faworytem model formacji krasnoludków nie ma potwierdzenia w obserwacjach.

Wyniki ze stacji naziemnych sugerują, że gdy tylko nastąpi dodatnie wyładowanie, intensywność pola elektrycznego w mezosferze narasta jakieś dwie lub trzy milisekundy przed wyładowaniem krasnoludka. Opóźnienie to może być powiązane z przepływem prądu utworzonego przez błyskawicę, który podnosi wysokościowe pole elektryczne do poziomu wystarczającego na wyładowanie – mówi Victor Pasko, fizyk atmosferyczny z Uniwersytety Stanowego w Pensylwanii w Parku Uniwersyteckim. Wówczas, gdy tylko krasnoludek zaniknie, ładunki w chmurze zaczynają się rozpraszać lub rozpływać, a pole elektryczne, obserwowane z ziemi, powoli zanika w dziesiątkach milisekund.

Aczkolwiek dane z balonu rysują zupełnie inny obraz. Wynika z niego, że krasnoludki wytwarzane są przez nagły wybuch prądu, bez powolnego narastania pola elektrycznego. Szereg milisekund po uderzeniu dodatniego pioruna, sensory zarejestrowały nagły impuls płynącego w górę prądu. 300 mikrosekund później niebo rozjaśnia krasnoludek. Aby powiększyć tajemnicę, pole elektryczne zanika znacznie szybciej, niż sugerują obserwacje z ziemi, w zaledwie kilka milisekund.

Wyniki Beringa, z których część zaprezentował na niedawnym spotkaniu Amerykańskiej Unii Geofizycznej w San Francisco, wywracają teorię krasnoludków do góry nogami. Ładunek, powodujący krasnoludki, nie znajduje się poniżej, w chmurze, lecz w samej mezosferze, sugeruje Bering. Mamy zatem kolejne elementy układanki: skąd może pochodzić ten ładunek, a jeśli nie ma pola QE, co powoduje odstęp między błyskawicą a krasnoludkiem? Mamy problem z wyjasnieniem, dlaczego krasnoludki tak długo się formują przyznaje James Benbrook, współpracownik Beringa w departamencie fizyki na Uniwersytecie w Houston.

A co z hałasem na niskich częstotliwościach, wychwytywanym przez stacje naziemne? Bering sądzi, że sygnał ten może być powodowany raczej przez samą błyskawicę, niż mechanizm powstawania krasnoludka. Badacze na ziemi muszą się zmierzyć z jeszcze jednym problemem. Są oni blisko jednego z kontaktów elektrycznych globalnego obwodu elektrycznego – samej Ziemi. Dźwięk na niskich częstotliwościach może być artefaktem i słyszymy go, gdy jesteśmy na powierzchni ziemi, a ładunek w chmurach spływa do ziemi – sugeruje Bering.

Benbrook zgadza się z tym. Sygnał odbierany na powierzchni jest najprawdopodobniej spowodowany przez reorganizację ładunków w szczytach chmur, mówi, lub przepływem prądu w kanale pioruna. Nie widzę jednak, co to ma wspólnego z mechanizmem wzbudzania w mezosferze.

Inni badacze nalegają na ostrożność w interpretowaniu wyników Beringa. Na dużych wysokościach pole może być bardzo słabe. mówi Pasko. Inan sugeruje czulsze instrumenty na pokładzie balonu mogłyby zarejestrować emisje pola QE. To, czy jest tam ciągła sygnatura pola, czy też nie, zależy od czułości instrumentów. Może tam być, lecz poniżej poziomu szumów instrumentów.

Większość badaczy krasnoludków zgadza się, że Bering powinien być w stanie wykryć emisje na niskich częstotliwościach, i winą za niepowodzenie obarcza instrumenty pomiarowe. Bering broni jakości swojego eksperymentu i upiera się, że jego przyrządy działały. Nie widzielibyśmy elektrycznego sygnału krasnoludka, gdyby go tam nie było.

Czy teoria pola QE ocaleje z tego zamieszania? Moim osobistym zdaniem – nie mówi Bering. Żaden z istniejących modeli nie przetrwa, jeśli ludzie w końcu poświęcą uwagę na to, co właściwie mówią dane.


Ku modelowi Elektrycznego Wszechświata

Tuba wyładowania żarzeniowego z magnesem, pokazująca czerwoną kolumnę anodową oraz niebieskie włókna.

Rozmiar i kolor krasnoludków wyjaśniony jest bardzo prosto przez bardzo niskie ciśnienie atmosferyczne na dużych wysokościach. W taki sam sposób, w jaki wydłużona iskra w tubie laboratoryjnej staje się w niskim ciśnieniu wyładowaniem żarzeniowym, tak iskry błyskawic na poziomie gruntu stają się kolorowymi poświatami i włóknami, gdy znajdują się w górnej atmosferze.

W numerze Physics Today z listopada 2001, Earl R. Williams* dokonał oczywistego powiązania w artykule Krasnoludki, Elfy i Tuba Wyładowania Żarzeniowego: Poczciwy gaz elektroniczny leży u podstaw zrozumienia podobnych do błyskawic fenomenów o spektakularnym rozmachu, kształcie i kolorze. Krasnoludki i elfy są wspaniałą naturalną manifestacją idei oraz eksperymentów laboratoryjnych, dokonanych wiele dekad temu przez Rayleigha, Thomsona, Wilsona, i Langmuira – wszyscy oni otrzymali nagrody Nobla – oraz przez bezlik 19-wiecznych spektroskopistów, używających tuby wyładowania żarzeniowego.

Earl Williams jest badaczem Instytutu Technologii w Massachusetts w Cambridge. Pracuje w Parsons Laboratory w głównym kampusie, oraz w Lincoln Laboratory.

Krasnoludek (z lewej) odwzorowuje żarzenie w tubie wyładowaniowej (z prawej). Źródło: Physics Today.

Model tuby wyładowania został potwierdzony przez wiele naziemnych eksperymentów. Ale wyładowanie potrzebuje źródła zasilania. Co zasila krasnoludki? Każdy, kto twierdzi, że są one zasilane przez burzę, nie rozumie pytania. Jeżeli nie wiemy, jak burza generuje błyskawice, wówczas mamy znacznie więcej do zrobienia, niż przyznają badacze.

Bering pisze: Z tego, co obecnie wiadomo, można spekulować, że krasnoludki lub dżety, albo oba, są integralną częścią każdej burzy średniego rozmiaru, a być może podstawowym składnikiem globalnego obwodu elektrycznego Ziemi. Co więcej, wydaje się prawdopodobne, że były one częścią burz, mających miejsce wiele milionów lat temu, a może i dawniej. Można spekulować o możliwości występowania tych zjawisk w powiązaniu z błyskawicami na innych planetach, gdzie je wykryto, szczególnie na Wenus i Jowiszu.

Spekulacje Beringa mają mocne podstawy z punktu widzenia Elektrycznego Wszechświata, ale natychmiast widać blokadę dalszego zrozumienia w postaci słów globalny ziemski obwód elektryczny. Jak na określenie globalny, obwód jest zbyt ograniczony. Jest to obwód, o którym zakłada się, że napędzana ciepłem konwekcja w chmurach stanowi globalny generator prądu. Generator ten w tajemniczy sposób oddziela ładunki w chmurach burzowych, aby zasilić globalne prądy planetarne. Tym niemniej, ów obwód jest odłączony. Jest izolowany od elektrycznego połączenia z czymkolwiek we Wszechświecie. Taki brak holistyki i wielkoskalowej wizji jest podstawowym ograniczeniem teoretyków.

W raporcie na temat błyskawic na Wenus, który miał miejsce po sukcesie radzieckich misji próbników Wenera 11 i 12, profesor Donald Hunten z departamentu Nauk Planetarnych na Uniwersytecie w Arizonie, w Tuscon, podsumował: Wygląda na to, że błyskawice mogą występować w każdej planetarnej atmosferze. Teorie o elektryfikacji muszą zmierzyć się z potrzebą wyjaśnienia ich obecności w różnych warunkach atmosferycznych. Na Wenus nie ma chmur wodnych.

W lipcu 1993, w Cambridge, na Konferencji Stowarzyszenia Studiów Interdyscyplinarnych*, zaprezentowałem publikację o planecie Wenus, traktującą o raporcie na temat błyskawic. Powiedziałem:

Główną trudnością w zrozumieniu przyczyn błyskawicy wydaje się być założenie, że Ziemia i Wenus są zamkniętymi układami elektrycznymi, bez wejścia ze środowiska plazmy słonecznej przez atmosferę.

Przeanalizujmy więc szerszy obraz. Na liście laureatów Nagrody Nobla brakuje jednego istotnego nazwiska. Był do niej nominowany, gdy zmarł. Kristian Olaf Bernhard Birkeland (1867-1917) był twórcą fizyki eksperymentalnej. Odnotujmy istotny przymiotnik eksperymentalna, jako odróżnienie od współczesnej fizyki teoretycznej. Studiował u Poincarego i Hertza, i zostal profesorem na Uniwersytecie w Oslo w wieku 31 lat. Dostatek i chwała towarzyszyły jego osiągnięciom w technologii i fizyce stosowanej.

Birkeland był po właściwej stronie w 50-letniej dyspucie na temat idei elektronów płynących wzdłuż linii pola magnetycznego, powodujących ziemskie zorze. Jego oponentem był astronom Sydney Chapman, który uważał, że Ziemia porusza się w próżni. W 1971 sondy kosmiczne potwierdziły tezę Birkeladna. Wówczas Chapman i inni natychmiast uznali plazmę za nadprzewodnik, co chroniło ich przed komplikacjami operowania na polach elektrycznych. Birkeland natomiast udowodnił swoją tezę na długo wcześniej, przy pomocy eksperymentu zwanego terrellą. Inicjując przepływ prądu w komorze, był w stanie odtworzyć pokaz świetlny, wraz z wieloma typowymi cechami zorzy. Wagi tego prostego eksperymentu nie można przecenić, ponieważ demonstruje on, że zorze i błyskawice potrzebują zewnętrznego źródła zasilania, zewnętrznego względem Ziemi! To wyjaśniałoby zagadkę podniesioną przez Beringa: Ładunek, powodujący krasnoludki, nie znajduje się na dole, w chmurze, lecz w samej mezosferze.

Model Elektrycznego Wszechświata sugeruje, że Ziemia pełni role katody w wyładowaniu Słonecznym, a co za tym idzie, w grę wchodzi dostarczanie elektronów do przestrzeni kosmicznej oraz pobieranie dodatnich jonów z wiatru słonecznego. Interesujące jest zatem, że naukowców dziwi obecność cząstek wiatru słonecznego w magnetosferze. Burze nie są generatorami elektryczności, lecz elementami pasywnymi w obwodzie międzyplanetarnym, jak samo-naprawiający się, nieszczelny kondensator. Energia zgromadzona w chmurowym kondensatorze jest uwalniana w postaci błyskawicy podczas zwarcia. Zwarcie może nastąpić zarówno wewnątrz chmury, jak i zewnętrzne, oporne warstwy Ziemi, jak i w jonosferze. Ładunek w kondensatorze chmury powoduje powstanie silnego, pionowego pola elektrycznego, a nie na odwrót. Poprzez dokonanie zwarcia do dużych wysokości w burzy, błyskawica efektywnie wciska przełącznik podłączony do tuby wyładowań żarzeniowych w górnej atmosferze. Wówczas wszystko nabiera sensu, gdyż znacznie wyższe wyładowanie dodatnie z chmury do ziemi będzie efektywniejsze dla dostarczenia mocy do wyładowania żarzeniowego, niż ujemna błyskawica z niskiej chmury, ponieważ opór obwodu jest mniejszy. Ostatecznie, błyskawice na Ziemi są zasilane mocą skupioną na Słońcu, lecz przechwyconą na chwilę przez Ziemię. Zatem błyskawica na Ziemi jest bladą imitacją tego, co dzieje się na Słońcu.

Nie jest zatem zaskoczeniem, że fakt ten rozpoznał badacz elektryczności, astronom i ekspert od efektów błyskawic, dr Charles E. R. Bruce ze Stowarzyszenia Badań Elektrycznych w Anglii. Był to rok 1941! Taka jest bezwładność nauki.

Dr Charles Bruce (1902 – 1979) pokazujący oznaki wyładowań elektrycznych w mgławicach planetarnych.

Zatem Bering ma rację, podobne zjawiska będą napotykane na innych planetach, ale zmodyfikowane przez ich indywidualne środowisko. Jest całkiem trzeźwiącym dla historyków nauki, że wiek temu, Birkeland oznajmiał, iż eksperymenty z elektrycznością, takie jak terrella, mogą być przeprowadzone do modelowania innych planet, Słońca oraz galaktyk. Napisał: Przez wiele lat przeprowadzano eksperymenty w tych warunkach. Stopniowo pojawiały się eksperymentalne analogie do różnych kosmicznych zjawisk, jak światło zodiakalne, pierścienie Saturna, plamy słoneczne czy mgławice spiralne.

* Zobacz: http://www.catastrophism.com/cdrom/pubs/journals/review/v1993cam/index.htm


Czy mamy jakieś dowody na międzyplanetarne prądy elektryczne?

We wspomnianej wcześniej publikacji na temat Wenus, napisałem:

Liny strumienia magnetycznego od wiatru słonecznego, otaczające planetę, wskazują na prądy elektryczne, wiejące bezpośrednio w jonosferę planety. (…) Każde ciało kosmiczne, które jest naładowane względem otaczającej go plazmy, posiada otoczkę plazmową, lub magnetosferę. Jest to region, w którym płynie prąd i uwalniana jest energia. Otoczka z reguły jest niewidoczna, dopóki prąd nie jest dość silny, by zaczęła emitować światło, tak jak na Słońcu, albo w komie i warkoczach komet.

Cztery lata później, we wiadomościach 31 maja 1997, w Niespodziewany ogon planety, reporter New Scientist, Jeff Hecht, napisał:

Wydaje się, że jedna z naszych sąsiednich planet wciąż ma nas czym zaskakiwać. Używają danych z satelity, międzynarodowy zespół badaczy odkrył, że Wenus posiada ogromny, napakowany jonami ogon, długi wystarczająco, by niemal dotknąć Ziemi, gdy obie planety są w jednej linii ze Słońcem. Nie spodziewałem się tego, powiedział członek zespołu Marcia Neugebauer z Jet Propulsion Laboratory w Pasadena w Kaliforni. To na prawdę silny sygnał, i nie ma wątpliwości, że jest prawdziwy.

Należący do NASA Pioneer Venus Orbiter odkrył ogon po raz pierwszy w latach 70-tych. Około 70 000 km od planety, pojazd wykrył impulsy gorących, energetycznych jonów, czyli plazmy. Ale teraz, europejskie Obserwatorium Solarne i Heliosferyczne (SOHO) wykazało, że ogon ten sięga 45 milionów kilometrów w kosmos, niemal 600 razy dalej, niż ktokolwiek sobie uświadamiał. Satelita ten, będący niemal 1,5 miliona kilometrów od Ziemi, przeszedł przez ogon ostatniego lipca gdy był w jednej linii z planetą i Słońcem. Neugebauer podejrzewa, że ogon ten jest wieloma małymi rzeczami podobnymi do włókien, jak te w niektórych kometach, które mogą posiadać szereg ogonów jonowych. Jeśli tak, mówi Neugebauer, teoretycy mają zabawę, próbując wyjaśnić fakt, że jest tak wąski, jak go widzimy. Standardowi fizycy mówią, że skupione strumienie plazmy są niestabilne i powinny szybko się rozpraszać. Żaden nie potrafi na razie wyjaśnić, jak mogą one pozostawać spójne przez dziesiątki milionów kilometrów. Zaskoczenie to powtórzyło się w przypadku komety Hyakutate, której ogon ciągnie się pół miliarda kilometrów przez Układ Słoneczny!


Nikt nie potrafi wyjaśnić włóknistych rzeczy w kosmosie?

Imieniem Birkelanda ochrzczono bardzo ważne w fizyce plazmy zjawisko. Odkrył on, że prądy elektryczne podróżują w kosmosie głównie jako elektrony spiralujące wzdłuż pól magnetycznych. Takie prądy plazmowe nazywane są prądami Birkelanda. Gdy dwa prądy Birkelanda są do siebie równoległe, doświadczają dalekosiężnej siły przyciągania, która je do siebie zbliża, lub zwiera. Gdy znajdą się bardzo blisko, krótkozasięgowa siła odpychania trzyma je osobno, dzięki czemu zachowują swoją odrębność. Wynikiem jest to, że oddzielne prądy Birkelanda łączą się w pary, a pary te formują skręcone liny prądów elektrycznych w kosmosie. Fizycy plazmowi pokazali, że prądy Birkelanda mogą pozostawać spójne nawet na szerokich odległościach międzygalaktycznych.

Ponownie przewidujący Birkeland:

Zgodnie ze sposobem, w jaki patrzymy na materię, każda gwiazda we Wszechświecie byłaby miejscem aktywności siły elektrycznej o natężeniu, jakiego nikt z nas sobie nie wyobrażał. nie mamy wyrobionej opinii, skąd się biorą te zakładane przez nas ogromne prądy elektryczne o ogromnym napięciu, ale w oczywisty sposób nie jest to zgodne z zasadami, jakie stosujemy obecnie w technice na Ziemi. Można jednak wierzyć, że przyszła wiedza o elektrotechnice nieba będzie wielką praktyczną pomocą dla naszych inżynierów elektryków. Zdaje się to być naturalną konsekwencją naszego punktu widzenia, żeby założyć, że cały kosmos jest wypełniony elektronami i latającymi elektrycznymi jonami wszystkich rodzajów. Zakładamy, że każdy układ gwiezdny podczas swojej ewolucji wysyła w przestrzeń elektryczne korpuskuły.

Birkeland miał rację. Włókniste rzeczy, zadziwiające astronomów, są dowodami na elektryczne prądy w plazmie. Wenus i Jowisz – archetypowi bogowie piorunów – są częścią elektrycznego obwodu Słońca. Słońce jest częścią obwodu obejmującego całą Galaktykę. Ziemia wraz ze swoją otoczką Langmuira (mylnie zwaną magnetosferą) jest podłączona do tego samego źródła zasilania. Podnosi to poważne pytanie co do studiów pogodowych i klimatologii, ponieważ istotne przyłącze energii energii do Ziemi pozostaje nierozpoznane. A skoro tak jest, to przewidywania co do ziemskiego klimatu są obecnie bezwartościowe, ponieważ ponieważ ignorują największy pojedynczy czynnik wpływający na ziemską pogodę. To przeoczenie może wyjaśniać, dlaczego naukowcy mają kłopoty z wyjaśnieniem układów pogodowych również na innych planetach. Na przykład Jowisz jest znany z bycia źródłem dużej aktywności elektromagnetycznej. Uważa się ,ze energia ta bierze się z rotacji Jowisza – innymi słowy, Jowisz jest ogromnym generatorem elektryczności. Skoro tak, należałoby się spodziewać, że równik powinien być spowalniany w tym procesie. Co jednak mamy? równik wiruje najszybciej! Jowisz jest elektrycznym silnikiem, nie generatorem. Ogromne ilości mocy są przechwytywane przez jego szeroką otoczkę Langmuira, zaświecając księżyc Io, z łukami katodowymi na swojej drodze do Jowisza. Ten prosty model elektryczny wyjaśnia również, dlaczego najszybsze wiatry w Układzie Słonecznym, dochodzące do 1000 km/h, występują na Neptunie, planety najbardziej oddalonej od Słońca. Wyjaśnia również enigmatyczne szprychy w pierścieniach Saturna.

Bering odnotował, że Compton Gamma Ray Obserwatory zarejestrowało nad obszarami burz krótkie (~ 1 ms) rozbłyski gamma (> 1 MeV) ziemskiego pochodzenia, i uważa się, ze ich źródło znajduje się na wysokości ponad 30 km. Promienie rentgena i gamma są oznakami wysoko energetycznych wyładowań elektrycznych. Zewnętrzne źródło, dostarczające moc przez atmosferę, której gęstość rośnie w dół, powinno powodować powstanie największego promieniowania na górze atmosfery, lub u podstawy łuku na powierzchni (błyskawice). Taką właśnie sytuację widzimy na Słońcu, gdzie najtwardsze promieniowanie pochodzi z daleka nad fotosferą, z wyjątkiem sytuacji, gdy łuk dotknie dna, skutkując rozbłyskiem słonecznym. Model elektryczny może zostać rozszerzony na wszystkie ciała w Elektrycznym Wszechświecie.


Zatem, podobnie jak w tolkienowskiej Drużynie Pierścienia, Mroczny Jeździec Beringa nie znalazł tego, czego szukał. Sekretem czarodziejów nauki jest pozwolić umrzeć starożytnym mitom sterylnego elektrycznie wszechświata. Wówczas będą mogli przepowiadać przyszłość. To nie wymaga magii.

Niech Tolkien mi wybaczy,

Jedna moc, rządząca wszystkimi, i w ciemności oświetlająca je
– ELEKTRYCZNOŚĆ

Interesujący przypis do błyskawic na Wenus:

Jest znanym, że błyskawica odbija promieniowanie mikrofalowe o długości fali paru centymetrów. Jednym z najbardziej zagadkowych odkryć dokonanych przez Magellan Venus Orbiter, jest odbijanie sygnału radarowego przez wysoko położone obszary krajobrazu, jakby były powleczone metalem. Wyjaśniłem to zjawisko szereg lat temu, jako będące wyładowaniem żarzeniowym w gęstej plazmie. Jest ono na Wenus częstsze niż błyskawice, ponieważ planeta ta nie posiada chmur takich, jak Ziemia,które dawałyby wygodną drogę dla kosmicznej energii elektrycznej. Bez chmur, na Ziemi również mielibyśmy świecące się szczyty gór i niszczące super-błyskawice z nieba. Sonda Galileo wykryła takie na Wenus.


Czym jest krasnoludek?

Krasnoludki są kolosalnymi kolumnami czerwonego i niebieskiego światła, szerokimi na 10 lub więcej kilometrów, ciągnące się z reguły 50 km od punktu startowego, czuli 30 km nad ziemię. Świecą tylko przez kilka tysięcznych sekundy, co sprawia, że są trudne do zauważenia i nagrania. Co najważniejsze, wygląda na to, że są inicjowane przez wyładowania błyskawic w burzy daleko poniżej.

Chociaż wszystkim nam jest znana historia o pionowych ruchach wody w chmurach burzowych, które mają powodować pioruny, prawda jest taka, że nie wiadomo, co powoduje burzę. Ujemne ładunki w jakiś sposób zbierają się u spodu chmury, a dodatnie na górze. Co jakiś czas intensywność pola elektrycznego pomiędzy chmurą a gruntem powoduje elektryczne zwarcie w powietrzu. Uwolnione elektrony są przyspieszane przez pole ku ziemi w formie liderów kroczących. Jest to słabo świecący proces. Po osiągnięciu ziemi, możliwe staje się utworzenie kanału przewodzącego między gruntem a chmurą. Rezultatem jest jasny łuk wyładowania powrotnego – uderzenie pioruna.

Najprostsze i najmniejsze krasnoludki są pojedynczymi, pionowymi kolumnami, nazywanymi krasnoludkami C. Duży zbiór krasnoludków C przypomina olbrzymi pokaz fajerwerków. Podzbiór krasnoludków z wąsami – często największych i najbardziej energetycznych – również wykazują odgałęzienia idący w górę, ku jonosferze, i są zwane marchewkami. Bardzo duże krasnoludki, z rozmytymi szczytami i dolnymi wąsami, sięgającymi do wysokości 30-40 km, nazywane są aniołami, meduzami lub bombą A. Przy maksymalnej pionowej rozpiętości dochodzącej do 60 km, te gigantyczne krasnoludki są dłuższe trzy razy bardziej, niż największe burze.

Na niższych wysokościach mogą występować długotrwałe rodzaje [wyładowań] – w długich wąsach, sięgających poniżej ciała krasnoludka, do szczytów chmury, jak macki ośmiornicy. Owe wąsy rozjaśniają się z jasnymi, sferycznymi koralikami, które przy niektórych okazjach przeżywają samego krasnoludka, trwając czasami do setek milisekund, i mogąc się nawet chwilowo rozjarzyć po zaniknięciu samego krasnoludka. Takie jasne punkty przywodzą na myśl niedopałki w gasnącym ogniu powiedział Stenbaek-Nielsen z Instytutu Geofizycznego na Uniwersytecie na Alasce.

Dobra strona internetowa: http://lightning.nmt.edu/sprites/sprites.html


Czym jest elf?

Elfy mają kształt zupełnie inny niż krasnoludków i po raz pierwszy były zidentyfikowane w 1990 jako krótkie pojaśnienia powietrza na obrazach z wahadłowców kosmicznych. Pierścieniowy elf na pierwszej ilustracji (A właściwie elve – akronim od emisje światła i perturbacje o bardzo niskich częstotliwościach z elektromagnetycznie pulsujących (EMP) źródeł) jest wycentrowany na pionowym kanale do ziemi. Jest to gwałtownie rozszerzający się pierścień światła, na wąskim przedziale wysokości (85-95 km). Dla obserwatora na ziemi błysk zdaje się opadać i rozszerzać w czasie. Podczas, gdy optyczny błysk może trwać dziesiątki mikrosekund, światło jest emitowane z innych regionów przez okres 1 milisekundy, gdy EMP szybko rozchodzi się na boki.


Czym jest gnom?

Widzimy rzeczy, których nigdy wcześniej nie widzieliśmy na czubku aktywnych burz – wyładowania elektryczne wychodzące ze szczytów chmur, które mogą być nowym rodzajem pioruna. mówi Walter Lyons z Yucca Ridge Field Station w Colorado. Zostały one wstępnie ochrzczone gnomami. Wyglądają jak palce światła, idące prosto w górę, ale z raczej małą prędkością. Na zdjęciach wygląda to jak błyskawica, ale trwa przez sekundę lub dwie. Czy gnomy mogą być bardziej energetyczne od krasnoludków? Nie chciałbym być w jednym z nich. powiedział Lyons. Krasnoludki mają ogromną ilość energii, rozproszonej na ogromnym obszarze. Nie mamy pojęcia, ile energii występuje w gnomie, ale jest ona upchnięta w mniejszej przestrzeni.


Wal Thornhill

Przetłumaczył Łukasz Buczyński

Przetłumaczono z The Balloon goes up over lightning!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.