Kratery są elektryczne

12.07.2007

Michael Goodspeed

Zawieszenie niewiary to dobrze znanym procesem umysłowym, w którym osoba zaangażowana w wymyśloną historię czasowo zawiesza logiczne myślenie. Zwiększa to wpływ emocjonalny historii, szczególnie, jeżeli jest zbyt nieprawdopodobna, by rozum ją zaakceptował. Osoby zaangażowane w badania naukowe powinny przechodzić podobny test, aby mogły interpretować dowody w sposób obiektywny. Zamiast zakładać czyjąś logiczność, lepiej jest wziąć pod uwagę wszystkie założenia i uprzedzenia, jakie mogą wypaczyć lub ograniczyć czyjeś spojrzenie. Można to nazwać zawieszeniem WIARY.

Niemiecki filozof, Arthur Schopenhauer, powiedział jednego razu, że Odkrycie prawdy jest efektywnie powstrzymywane nie przez fałszywe występowanie rzeczy, które zmylają, nie bezpośrednio przez słabość mocy rozumowych, ale przez stronnicze opinie, przez uprzedzenie. Najbardziej stronniczym uprzedzeniem, kierującym nauką o kosmosie przez dekady, jest przekonanie, że kosmos jest elektrycznie bezwładny. W Erze Kosmicznej każde nowe odkrycie jest interpretowane według założenia, że tylko sama grawitacja jest siłą kształtującą niebiosa.

Gdy pierwsze sondy kosmiczne przesłały zdjęcia Księżyca, zobaczono na nich powierzchnię gęsto pokrytą kraterami i długimi, sinusoidalnymi kanałami (lub wąwozami). Naukowcy, poszukujący interpretacji tych formacji, byli ograniczeni przez użycie tradycyjnej geologii. Debata nad kraterami księżycowymi obejmowała jedynie dwie możliwości – wulkanizm lub uderzenia. W końcu uzgodniono, że głównym źródłem kraterów były uderzenia meteorytów.

Jednak przeszło czterdzieści lat temu, brytyjskie czasopismo Spaceflight opublikowało eksperymenty Briana J. Forda, astronoma amatora, który podniósł możliwość, że kratery na Księżycu zostały wyżłobione przez kosmiczne wyładowanie elektryczne (Spaceflight 7, styczeń, 1965).

W cytowanych eksperymentach, Ford użył maszyny do elektroerozji do zreprodukowania w miniaturze niektórych z najbardziej zagadkowych formacji księżycowych, w tym kratery z centralnymi czubkami, małe kratery na wysokich grzbietach większych kraterów oraz kratery układające się w długie łańcuchy. Zaobserwował również, że stosunek ilościowy małych i dużych kraterów jest w przypadku Księżyca taki sam, jak w przypadku elektroerozji.

Niestety (ale bez zaskoczenia), nikt z nauki głównego nurtu nie podążył za badaniami Forda. Aby rozważyć elektryczne źródło kraterów księżycowych, naukowcy musieliby przyjąć istnienie wyładowań elektrycznych większych, niż mogą sobie wyobrazić. Pojęcie planetarnej niestabilności i gwałtownych wyładowań pomiędzy planetami oraz księżycami jest zupełnie niezgodne z niemal wszystkimi wierzeniami astronomów na temat fizyki kosmosu i mechaniki niebieskiej.

Co ironiczne, nawet, gdy astronomowie skodyfikowali obojętny elektrycznie Układ Słoneczny, wiodący pionierzy plazmowi obserwowali zdumiewające siły elektryczne w kosmosie, oraz dokumentowali ich odpowiedniki w laboratoryjnych wyładowaniach elektrycznych. Ojciec fizyki plazmowej, Hannes Alfvén, odbierając w 1970 roku nagrodę Nobla fizyki, przestrzegł astronomów i kosmologów przed ignorowaniem roli prądów elektrycznych w ewolucji ciał kosmicznych.

Jednak podczas rozważania historii planet, astronomowie są upośledzeni na dwa sposoby: 1) Z powodów całkowicie niezrozumiałych zakładają, że obecna stabilizacja i przewidywalne ruchy planet i księżyców można nieskończenie ekstrapolować w przeszłość. 2) Ponieważ większość z nich ma małą lub zerową wiedzę na temat elektrodynamiki i wyładowań plazmowych, ich wyobrażenia na temat elektryczności w kosmosie są ograniczone do elementarnej elektrostatyki i magnetyzmu. Słabość ta sprzyja coraz większej konfuzji w naukach kosmologicznych. Nie mogą sobie wyobrazić, jak bezwładna próżnia kosmosu może dawać początek wysoko energetycznym zjawiskom, badanym w eksperymentach nad wyładowaniami plazmowymi.

Dla dzisiejszych teoretyków elektryczności nie wystarczy małe dostosowanie percepcji. Potrzebna jest gruntowna rewizja, dzięki której rozpozna się przewidywalne efekty poruszania się naładowanych elektrycznie planet i księżyców przez plazmę. Gdy pole jest intensywne, wynikiem będzie globalne, wyładowanie elektryczne, jak kosmiczny piorun, zamiatający powierzchnię i tworzący całkiem nowy krajobraz.

Biorąc to pod uwagę, eksploracja historii Układu Słonecznego radykalnie się zmienia. Nagle wyładowania plazmowe i eksperymenty z łukami elektrycznymi (wykluczone w naukach planetarnych) mogłyby rzucić swoje światło na tysiące rzeczy, pozostających niewyjaśnionymi przez tradycyjną teorię.

Na każdym kosmicznym ciele stałym obserwujemy kratery, wymykające się wszelkim konwencjonalnym wyjaśnieniom. W rzeczywistości, przy bliższym przyjrzeniu się, wiele kraterów wykazuje odmienne cechy, które nie występują w kraterach wulkanicznych czy uderzeniowych, lecz łatwo można je wytworzyć łukami elektrycznymi w laboratorium oraz obróbką elektroerozyjną, używaną w przemyśle.

Kratery w laboratorium

W eksperymentach laboratoryjnych z łukami elektrycznymi, fizyk plazmowy C. J. Ranson uzyskał kratery widoczne na powyższym zdjęciu. Pokryta nimi powierzchnia naśladuje wiele charakterystyk znanych z planetarnej geologii. Kratery mają tendencję do grupowania się według rozmiarów, oraz do układania się w linie oraz łuki. Zauważmy również, że grunt wygląda na wypalony lub odbarwiony w miejscach, gdzie wyładowanie było silniejsze, a kratery gęściej upakowane – podobnie, jak na powierzchni Marsa i innych skalistych ciałach Układu Słonecznego. Interesujące są również ciemne smugi, wychodzące z dwóch większych kraterów w pobliżu środka zdjęcia, wzór podobny do rozwianych kraterów na Marsie.

Podobieństwa między kraterami na ciałach kosmicznych a tymi w laboratoriach nie dowodzą, że te kosmiczne powstały za pomocą łuku elektrycznego, ale są dobrym powodem, aby nie wykluczać takiej ewentualności. Innymi słowy, rozsądnym jest tylko przeanalizowanie kraterów uważniej. Jest to w istocie ironiczne, że NASA poświęca każdego roku miliardy dolarów z podatków, aby rozwikłać zagadki planetarnych powierzchni, podczas, gdy indywidualiści bez powiązań z NASA (ani z jej funduszami!) zaczęli zgłębiać wyjaśnienia elektryczne.

Płytkie kratery z eksperymentów dr Ransoma mają interesujący odpowiednik w eksperymentach przeprowadzonych przez Zane Parkera, który posłużył się jedynie pyłem na naelektryzowanym ekranie CRT. Na zdjęciu poniżej widać płytkie kratery z zebranym na obrzeżach materiałem i zaznaczonym centrum. Jest to jeden z szeregu obiecujących kierunków badań, zapoczątkowanych przez jego proste doświadczenia.

Avernus Colles

Słysząc o pracach Parkera, James St. Pe przeprowadził eksperymenty z kolektorem kurzu na jonizującym oczyszczalniku powietrza, odkrywając, że wyładowanie statyczne wytwarza zarówno wyraźnie oddzielne kratery, jak i losowo rozrzucone lub ułożone w łańcuchy, zależnie od warunków (zobacz poniżej dyskusję o łańcuchach i wąwozach z kraterów).

Kratery sześciokątne

Nie trzeba mówić, że kratery sześciokątne są trudne, o ile nie niemożliwe, do wytłumaczenia przy pomocy hipotezy impaktowej. A niewiarygodne ich ilości zostały uwiecznione na powierzchniach planet. U góry widać zaledwie trzy z wielu na powierzchni Marsa (wyczerpującą kolekcję można zobaczyć tutaj). Szczególnie interesująca jest ich unikalna morfologia, ponieważ łączy się ona bezpośrednio z doświadczeniami nad wyładowaniami plazmowymi w laboratorium. W ostatnich latach badacze plazmy zaobserwowali sześciokątne wzory po wyładowaniach przez dielektryk (zobacz: Lifang Dong et al 2004 Plasma Sources Sci. Technol. 13 164-165 doi:10.1088/0963-0252/13/1/021).

Znaczenie owych doświadczeń podkreśla fakt, że badania nad zderzeniami nigdy nie zasugerowały żadnej siły kinetycznej, mogącej powodować takie wzory.

Należy podkreślić, że tajemnica sześciokątnych kraterów wykracza daleko poza powierzchnię Marsa. Powyżej widać księżyc Saturna, Mimas, zdominowany przez gigantyczny sześciokątny krater, z charakterystyczną dla kraterów pochodzenia elektrycznego centralną wypustką.

Równie interesujący, z punktu widzenia elektryki, jest tajemniczy atmosferyczny sześciokąt wokół północnego bieguna Saturna. W tym przypadku naukowcy powiązali to zjawisko z doświadczeniami, w których ruch obrotowy cieczy w cylindrze również dał wzór sześciokąta. Ruch obrotowy jest charakterystyczny również dla wyładowań elektrycznych, nie ma jednak wiarygodnego powiązania z impaktową mechaniką powstawania kraterów.

Kratery z podwójnymi czubkami

Powyższy obraz, utworzony przez Michaela Gmirkina i oprogramowanie NASA World Wind 3D, pokazuje dwa dominujące Marsjańskie kratery, wykazujące niepojęte podobieństwa. Oba znajdują się obok siebie, i posiadają w swoim centrum szczyty również zakończone kraterami.

Chociaż trójwymiarowa wizualizacja wyolbrzymia głębię, hipoteza impaktowa napotyka przeszkody nie do pokonania. Żaden proces, przewidziany przez naukę planetarną, nie przewiduje powstania w centrum kraterów wybrzuszeń zakończonych kolejnymi kraterami, jakie widać powyżej. Kratery te odnaleziono w regionie Marsa, który według planetologów został zdominowany przez zderzenia. Ale teoria impaktowa zdaje się zupełnie nie wskazywać źródła widocznych tu formacji.

Naukowcom udało się wytworzyć bryłkowate wybicia powierzchni w kraterach powybuchowych. Mają także teoretyczną analogię w postaci efektu odbijania w cieczy pulsującej po wrzuceniu do niej ciała. Nie mają jednak rozsądnej analogii dla widzianych przez nas powyżej stromych szczytów, a pomysł podwójnego uderzenia w szczyty w centrum kraterów jest po prostu nie od uwierzenia. Powinno być zatem oczywiste, że obecność obok siebie dwóch kraterów, posiadających tą samą anomalię, kategorycznie wyklucza hipotezę impaktową.

W eksperymentach z wyładowaniami elektrycznymi łatwo powstają kratery z centralnymi wzniesieniami. Zatem nie jest trudno wyobrazić sobie wyładowanie wyłupujące w powierzchni kratery w rodzaju widzianych powyżej, włącznie ze szczytami w ich centrum. Bardziej konkretnie, teoretyk elektryczności Wallas Thornhill przewiduje dwa prądy Birkelanda, obracające się jak korkociąg wokół centrum, tworząc owe wgniecione szczyty w ramach tego samego procesu, który utworzył krater. Wiąże on symetrycznie ukształtowaną misę na szczycie z groblą, jaka powstaje, gdy łuk elektryczny porusza się po powierzchni, rzeźbiąc kanały lub wąwozy.

Kratery bycze oczy

Dwa kratery powyżej wykazują wszystkie cechy spodziewane po depresjach wyciętych przez wyładowanie elektryczne: Typowe płaskie dna, strome ściany, wyniosłe obwódki oraz terasy wokół ścian. Ale zamiast centralnego wzniesienia, mają centralne kratery. Dwa podobne kratery leżą na południowy zachód.

Członek Thunderbolts, Michael Gmirkin, wskazując na te kratery, nazwał je byczymi oczami, odnosząc się do koncentrycznych pośrednich kół na tablicy do rzutek, podkreślając trudność w trafieniu w samo centrum.

W interpretacji impaktowej, centralny krater mógłby powstać tylko na skutek wtórnego uderzenia, które przez zbieżność nastąpiło akurat w środek już istniejącego krateru. Mogło to nastąpić raz. Dwa razy w bezpośrednim sąsiedztwie jest wysoce nieprawdopodobne. Ale cztery takie przypadki w pobliskiej okolicy wypacza pojęcie przypadku poza ramy słownika!

Jeżeli łuk, który utworzył duże kratery, przetrwał do momentu zawężenia się do niewielkiej średnicy, albo jeśli nastąpiło drugie uderzenie po istniejącej już zjonizowanej ścieżce, i istniało dosyć długo, centralne wzniesienie (o ile nie zostało już wcześniej zniszczone) zostałoby starte do podstawy, a przypuszczalnie nawet poniżej. Takie zdarzenie nie byłoby normą, jednak ale istnienie szeregu byczych oczu nie byłoby zaskoczeniemAvernus Colles. Może być znaczącym, że cztery przytoczone tu przykłady leżą tuż na południe od Valles Marineris – postrzegane przez teoretyków elektryczności jako największy kanał EDM w Układzie Słonecznym.

Obwałowane kratery

Obwałowane lub piedestałowe kratery na Marsie są niemożliwe do wyjaśnienia modelem impaktowym. Kratery piedestałowe są, włącznie z ich dnem, ponad otaczającym je terenem. Obwałowane kratery, jak ten pokazany wyżej na zdjęciu z THEMIS, otoczone są fosą (czerwona strzałka), głębszą od pierwotnego terenu, oraz wałem (niebieska strzałka) wznoszącym się ponad ten teren. Zewnętrzny wał zdaje się wypływać z krateru, niż być z niego wyrzuconym.

Z punktu widzenia Elektrycznego Wszechświata, kratery te są ogromnymi fulgurytami, podniesionymi pęcherzami, jak te znajdowane na metalu piorunochronu po uderzeniu pioruna. Ponieważ cały pęcherz jest uniesiony ponad powierzchnię przez łuk wyładowania, krater na szczycie nie musi być koniecznie niżej niż otoczenie. Materiał służący do budowy fulgurytu jest pobierany z otoczenia, pozostawiając fosę poniżej poziomu terenu.

Formacje wypływające radialnie z krateru odtworzono w laboratorium przy pomocy łuku uderzającego w wilgotną glinę. Łuk okazał się wciągać wodę ku powierzchni, a następnie wyrzucać ją z krateru, zostawiając charakterystyczny wzór. A zatem kratery terasowe wraz z eksperymentami w laboratorium stają się dowodem, że Mars posiadał kiedyś wodę.

Kratery z kopułami

Górne zdjęcie ukazuje duże kratery na Marsie, zawierające tajemnicze kopuły. Dolne zdjęcie ukazuje kulki i kratery uzyskane w eksperymentach z wyładowaniami elektrycznymi dr C. J. Ransoma.

Dr Ransom zmuszony był zgłębić elektryczne wyjaśnienie marsjańskich jagód – maleńkich kuleczek zagnieżdżonych w marsjańskiej glebie w liczbie trylionów. Wszedł w posiadanie hematytu – bogatego w żelazo materiału, otaczającego jagody – i potraktował go łukiem elektrycznym. Maleńkie kulki, jakie otrzymał, są odpowiednikiem jagód na Marsie.

Eksperymenty dr Ransoma są punktem zwrotnym naszego rozumienia Marsa. W swoim prostym wyglądzie, zagnieżdżone kulki wyglądają zaskakująco podobnie do wielkich marsjańskich kraterów z korouter bitpułami na górnym zdjęciu. Jest to znaczące z powodu dobrze znanej skalowalności wyładowania elektrycznego – to, co występuje w malej skali, może wystąpić i w większej. W przeciwieństwie do zdjęć jagód, kopułowe kratery na Marsie mają rozmiary zmienne od kilku kilometrowych, do setek metrów lub mniej.

Jak dotąd, eksperymenty Ransoma dostarczyły jedynego opartego na faktach wyjaśnienia tych anomalii. Należy więc spytać, czy jagody i kopułowe kratery powstały na skutek tej samej siły elektrycznej, działającej na zupełnie różnej skali.

Zdjęcia NASA bieguna południowego ukazują nawet większe kratery kopułowe, na przykład tutaj. Obszar otaczający czapę polarną jest naznaczony kraterami, nierzadko o średnicy paru kilometrów. Szczególnie w w górnym lewym obszarze widać formację z centralnym wybrzuszeniem w kraterze. Nie trzeba przypominać, że nie ma znanego procesu geologicznego, mogącego dać takie kratery.

Kratery przylegające

Powyżej znajduje się zdjęcie trzech przylegających do siebie kraterów w regionie Noachis Terra na Marsie. Interpretując te kratery, NASA zaakceptowała teorię impaktową: Trzy przylegające kratery meteorytowy na dnie większego krateru w regionie Noachis Terra. Kratery te mogły powstać w ramach pojedynczego zdarzenia, w którym impaktor (meteor) rozpadł się na trzy części.

Pojedyncze zdarzenie jest obligatoryjne, gdyż na podłożach kraterów nie ma gruzu po sąsiadujących impaktach. Siła wyrzutu musiałaby działać jednocześnie, aby usunąć materiał spomiędzy miejsc uderzenia. Ale jedyną zdatną do wyobrażenia możliwością jest rozpad impaktora na trzy części. Ale wtedy wraca problem, który pojawił się przy pierwszej obserwacji trzech przylegających kraterów: jest wysoce nieprawdopodobne, aby szczątki meteorytu, który rozpadł się pod wpływem ciepła i ciśnienia, zmierzały ku powierzchni jeden przy drugim. Teoria zbija samą siebie i zatacza błędne koło.

Z punktu widzenia Elektrycznego Wszechświata, owe przylegające kratery są lepiej tłumaczone jako blizny po wyładowaniu elektrycznym. Łuk elektryczny, uderzając w powierzchnię, po prostu wytnie okrągłą dziurę. Często jej dno jest całkiem płaskie, ściany strome, usunięty materiał jest unoszony daleko, pozostawiając czyste wycięcie.

Łańcuchy i wąwozy z kraterów

Sieci kanałów lub wąwozów, odkrytych na powierzchniach Planet, stanowią jedną z wielkich tajemnic planetologii. Jest to również dobry test dla modelu elektrycznego, ponieważ identyfikuje on siłę, które stworzyła większość z nich, jaką tą samą, która spowodowała dominującą postać kraterów.

Spójrzmy na powyższe zdjęcie powierzchni jowiszowego księżyca, Ganimedesa. Spróbujmy sobie wyobrazić uderzające ciało, które rozpada się w locie na kawałki, tworzące łańcuch równomiernie oddzielonych elementów, które mogłyby spowodować powstanie tej serii nałożonych kraterów. Zdrowy rozsądek mówi nam, że szansa zajścia takiego zdarzenia jest praktycznie zerowa.

Ale łańcuchy kraterów są obserwowanym efektem łuków elektrycznych przechodzących ponad katodą (ujemnie naładowaną elektrodą), co omówiono już wyżej (Kratery w laboratorium). Na skutek niewielkich zmian w natężeniu prądu lub kompozycji powierzchni, łuk może przestać skakać z jednego krateru do drugiego, lecz wyciąć ciągły rów.

Innymi słowy, w modelu elektrycznym istnienie pełen wachlarz połączeń pomiędzy kraterami a kanałami, które należy zbadać. A nauka głównego nurtu, poświęcająca miliardy dolarów na badania kosmosu, nie wydała ani centa na zgłębianie potęgi elektryczności, która mogłaby wyrzeźbić enigmatyczne struktury w kosmosie.

Na zdjęciu powierzchni Ganimedesa kratery upakowane są tak blisko, że zaciera się granica pomiędzy łańcuchem kraterów a wąwozem. Bywają miejsca, gdzie łańcuch kraterów przechodzi w wąwóz. Gdy przyjrzymy się bliżej, zobaczymy na zdjęciu również mniejsze wąwozy z wyrzeźbionymi sekcjami, które mogą przechodzić w nakładające się kratery. Zauważmy, że rozmiar kraterów jest podobny, ze zwiększaniem się pomiędzy. Z punktu widzenia Elektrycznego Wszechświata, owo zmienianie rozmiaru jest odbiciem początkowego zwiększenia prądu po powstaniu łuku, a następnie jego zmniejszania, gdy łuk wygasał. W przypadku błyskawic uderzających wieloma odnogami, uderzenia pomiędzy są z reguły najmocniejsze.

Zauważmy również, że wiele kraterów zachowało centralny szczyt – wspólną cechę kraterów powstałych w laboratorium. Łuk rzeźbiący krater jest prądem Birkelanda, złożonym z dwóch włókien, obracających się wokół osi prądu. Jeśli krater jest dostatecznie duży, włókna te nie spotkają się w centrum, pozostawiając centralny nienaruszony stożek.

Topienie jest kolejną charakterystyczną cechą erozji elektrycznej. Chociaż intensywne topienie przypisuje się impaktom, w gruncie rzeczy powodują go one niewiele. Cząsteczki odłamków mogą znajdować się w gorących gazach z impaktu, ale ciepło ulatnia się zbyt szybko, aby się przenieść na okruchy. Z kolei erozja elektryczna generuje ciepło wewnątrz erodowanych cząstek, jak w kuchence elektrycznej. Ogólnie Elektryczny Wszechświat przewiduje, że dna kraterów i wąwozów będą gładkie. Niestety, stwierdzić to może jedynie wizja lokalna.

Finalna obserwacja dotyczy pierścieni wokół kraterów, z których wiele wydaje się być wyciągniętych w górę, niż wywróconych czy rozbryzganych, czego należałoby się spodziewać po rozrzuconych zderzeniem szczątkach. Wiele wąwozów ma też wyniesione w górę wały wzdłuż krawędzi. Podkreśla to wniosek płynący z braku szczątków, że siła erozyjna była skierowana ku górze.

Aby zobaczyć powiązanie pomiędzy formacjami kraterów a wąwozami, warto przyjrzeć się bardziej ekstremalnym przykładom, w których standardowe wyjaśnienia kompletnie zawodzą. Planetolodzy często mogą jedynie zgadywać, jaka siła wyrzeźbiła kanały na Marsie. Czasami widzą płyn (wodę lub lawę), czasami erozję wiatrową, a czasem pęknięcia. We wszystkich tych przypadkach, widoczne powiązanie z kraterami powoduje tajemnicę. Rozważmy niezwykłe zdjęcie powyżej, przedstawiające przedstawiające region Marsa o nazwie Avernus Colles. Siatka kanałów, oglądana z kosmosu, z pewnością nie została spowodowana płynącą ciecz, i w obliczu tego nie jest zaskoczeniem, że zidentyfikowali kanały jako pęknięcia. Jednak po bliższym przyjrzeniu się, oczywiste wyjaśnienie się ulatnia. Niewielka sekcja obszaru powyżej ukazuje jednoznacznie powiązanie pomiędzy kraterami a enigmatycznymi kanałami. Aby docenić zakres tajemnicy, powinno się obejrzeć całe zdjęcie z THEMIS, dostępne tutaj (martwy link, zdjęcie dostępne tutaj – przyp. tłum.).

Gdy już się w pełni doceni nierozerwalny związek pomiędzy kraterami a kanałami, planetolodzy zobaczą główne powiązania tej samej siły żłobiącej Marsa na masową skalę – proces, który wciąż zbija z tropu badaczy z NASA.

Podpowierzchniowa struktura pod kraterami

W sprawdzaniu wiarygodności hipotezy elektrycznych kraterów, eksploracja kosmosu będzie dostarczała rosnących okazji do jej przetestowania przeciwko standardowej teorii. Według teorii standardowej, krater powstaje w wyniku zderzenia c prędkim ciałem, które penetruje głęboko grunt a następnie eksploduje. Jednym z pewników hipotezy impaktowej jest to, że układ gruntu pod kraterem będzie mocno zaburzony.

W modelu elektrycznym, podpowierzchniowy materiał zostaje wyciągnięty w górę i ku centrum krateru, tworząc centralny szczyt. Jest to jedyne spodziewane zaburzenie. Było to zatem bardzo interesujące dla teoretyków elektryczności, gdy australijski badacz Dave Smith zauważył zdjęcie przesłane z rejonu Saturna przez przez sondę Cassini. Zbliżenie na księżyc Saturna, Dione, pokazuje powierzchnię pokrytą kraterami, lecz również ostre pęknięcie, przecinające przynajmniej dwa z nich. Gdy Cassini sfotografowała przepołowione kratery pod kątem, warstwy podpowierzchniowe stały się dobrze widoczne. Widać na zdjęciu, że nie ma tam żadnych odkształceń materiału pod powierzchnią, jakich wymagałaby hipoteza impaktu.

Na zdjęciu widoczna jest warstwa jasnego materiału, a pod nią warstwa ciemniejszego. Na granicy pomiędzy nimi nie widać żadnych zaburzeń, chociaż należałoby się spodziewać znacznych, jeżeli depresję wybił impaktor.

Zacytowane wyżej dowody dotyczą jedynie kilku z tysięcy kraterów, których najlepszego wyjaśnienia dostarcza siła elektryczności. Oczywiście, jest to również typowe dla wielu słynnych ziemskich kraterów: krateru Richat na pustyni Sahara, którego uniesiony teren, koncentryczne, okrągłe terasy i warstwowo osadzone skały przeczą zarówno teorii wulkanu jak i impaktu; krater Aorounga, również na Saharze, którego równoległe rowy i przecinające się grzbiety (przebiegające przez okoliczny krajobraz, jak i przez sam krater) zostały nazwane przez geologów jako nieprawdopodobne; krater w Arizonie, szeroka na 4000 stóp depresja, uznawana przez naukowców jako poimpaktowa, mimo nienaruszonych skał pod kraterem, oraz krater Chicxulub, znany z tego, że jego powstanie miało zabić dinozaury. Chicxulub jest szeroki na 300 km, z wieloma koncentrycznymi pierścieniami oraz nienaruszonymi pokładami z górnej Kredy, które powinny zostać starte przez impakt.

Katery na ciałach w kosmosie opowiadają nam historię, która przemienia nasze zrozumienie Wszechświata i naszego miejsca w nim. Jednak historia ta nie może być zauważona ani zrozumiana, gdy widok zasłaniają przesądy i założenia. Jeżeli naukowcy będą w stanie je dostawić, opowieść ta stanie się zarówno oczywista, jak i rewolucyjna. Planety i księżyce w naszym Układzie Słonecznym są pozostałościami po epoce przemocy. Siła, która je naładowała jest tą samą siłą, która kształtuje mgławice i galaktyki, daje świecić Słońcu i powoduje spektakularną aktywność komet. Tą siłą jest elektryczność.

(…)


Przetłumaczono z: The Craters Are Electric

Przetłumaczył: Łukasz Buczyński

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.