Odtwarzanie ciemnej materii, część 1

Symulacja na superkomputerze domniemanego halo ciemnej materii w Drodze Mlecznej.

24 września 2009

Rośnie nam kadra astronomów teoretyków, którzy skupiają się matematycznym odtwarzaniu ciemnej materii bez obserwacji ani danych do interpretacji.

W czerwcu 2008, Universe Today opublikował raport astronomów Siegela i Xu, przewidujący około 1020 kg ciemnej materii w naszym Układzie Słonecznym, które zgromadziło się przez ostatnie 4,5 miliarda lat. Cytując Siegela z oryginalnej publikacji:

Ogólnie rzecz biorąc, spostrzegliśmy, że ciemna materia w naszym Układzie Słonecznym pełni znacznie istotniejszą rolę, niż sądzono poprzednio. Z powodu oddziaływań trzech ciał pomiędzy cząstkami ciemnej materii, Słońcem i planetami, z naszym Układem Słonecznym związana jest znacznie większa ilość ciemnej materii, skutkując zwiększeniem gęstości o 2 do 5 rzędów wielkości, w zależności od odległości od Słońca.

Publikacja zaczyna się od zastrzeżenia ciemnej materii jako oczywistości, nie poddając w wątpliwość jej istnienia. Siegel zaczyna swoją pracę cytując trzy kluczowe kwestie, wspierające koncepcję ciemnej materii: 1) kosmiczne promieniowanie tła (CMB), 2) analiza widma mocy galaktycznej i 3) zderzenia gromad galaktyk.

W drugiej części artykułu rozważa się te dowody bardziej szczegółowo. Jednak, podsumowując początkowe założenie z pozycji Elektrycznego Wszechświata, bazowe dowody na ciemną materię to nie tyle aktualne dane, ile kosmologiczne interpretacje, zastępujące aktualne dane. Rzeczywistymi obserwacjami jest przesunięcie ku czerwieni, odległości między galaktykami i gradienty kosmicznej temperatury tła. Wszystko inne, to wnioski.

Podejście Siegela i Xu polega na policzeniu ilości ciemnej materii w Układzie słonecznym, przyjmując, że w jego otoczeniu istnieje jej określona gęstość. Przyjęli wartość 0,0009 masy Słońca na parsek sześcienny (co dopowiada 9,78 sześciennego roku świetlnego), czyli około 7 × 10−20 kg na metr sześcienny, lub też 10 do 100 razy gęstość zwykłej materii międzygwiezdnej.

Następnie użyli względnie prostych obliczeń, do policzenia przestrzeni, przeciętej przez Układ Słoneczny podczas jego 4,5 miliarda lat historii. Dzięki temu można obliczyć ilość przechwyconej grawitacyjnie ciemnej materii, daną prędkością względną planet, Słońca i samej ciemnej materii. Bez wdawania się w szczegóły, byli w stanie otrzymać profil gęstości ciemnej materii względem odległości od Słońca i różnych planet.

Według Xu i Siegela, Układ Słoneczny przechwycił przez 4,5 miliarda lat swojej historii około 1020 kg ciemnej materii. Pytania, które zawsze powinny poprzedzać czytanie każdego naukowego raportu, brzmią: na ile poprawne są założenia pracy, i na ile jest to użyteczne w zrozumieniu Wszechświata?

1020 kg materii to zaniedbywalnie mało w porównaniu z masą całego Układu Słonecznego. Ta ilość masy mieści się gdzieś pomiędzy trzecią a czwartą co do wielkości asteroidą (Westa i Hygia). Otrzymany wynik nic nie wnosi do wyjaśniania dynamiki Układu Słonecznego, czy anomalii w zachowaniu sond kosmicznych.

Według Siegela kluczem jest gęstość ciemnej materii w pobliżu Ziemi (3,3 × 1016 kg na sześcienną jednostkę astronomiczną), która, jak pokazano, jest cztery rzędy wielkości większa, niż gęstość halo tła. Twierdzenie to jest kłopotliwe. Przedstawiając gęstość w kilogramach na metr sześcienny, mamy 10−17 km/m3. Pamiętając, że gęstość międzygwiezdnej ciemnej materii wynosi 7 × 10−20 kg/m3, mamy 2 lub 3 rząd wielkości.

Nie zważając na to, Siegel twierdzi, że owo odkrycie pomoże badaczom ciemnej materii, gdyż wiedzą, gdzie mają patrzeć. Tym niemniej, ciemna materia jest z definicji nieobserwowalna, jest więc niejasne, jak zostanie to osiągnięte.

Z innego punktu widzenia można zademonstrować, że owi badacze oparli swoją publikację na założeniach co do ciemnej materii, nakreślonych we wcześniejszych publikacjach, które z kolei były oparte na odmiennych założeniach i modelu kosmologicznym. Jest to założenie oparte na założeniu, aż do punktu, w którym nie ma już potrzeby opierać się na aktualnych danych czy obserwacjach.

Wydaje się, że jest tego w tym momencie wystarczająco, aby skonstruować Wszechświat i Układ Słoneczny, którego astronomowie już nie obserwują, w zamian za matematyczne odtwarzanie, obejmujące gęstość ciemnej materii i tym podobne. W końcu, praca ta prowadzi do konkluzji, że przez 4,5 miliarda lat w Układzie Słonecznym uzbierała się zaniedbywalnie mała (można powiedzieć: nieznacząca) ilość ciemnej materii. Przykro mi, nie czuję się tym oświecony.

Zachęcam astronomów, jak autorów, o których tu mowa, żeby wyszli na dwór w bezchmurną noc z prostym teleskopem optycznym i dobrze się przyjrzeli. Zobaczą Wszechświat jasno oświetlony całym spektrum elektromagnetycznym, z elektrycznie aktywną plazmo, rozciągającą się pomiędzy naszym Słońcem a planetami, jak również pomiędzy gwiazdami i galaktykami.

W dzień, używając filtra słonecznego, zobaczą elektromagnetyczną aktywność Słońca, wyrzucającego niezwykle gorące włókna plazmy w przestrzeń. Przy użyciu większego teleskopu, jak Hubble, zobaczą misternie utkane włókna prądów Birkelanda, wiejące przez mgławice planetarne. Serce naszej galaktyki jest jasno oświetlone iskrzącą elektromagnetyczną tęczą, zasilaną potężnym prądem elektrycznym, płynącym międzygalaktycznymi liniami transmisyjnymi.

Wszechświat nie jest abstrakcyjną konstrukcją matematyczną, złożoną z halo ciemnej materii, osobliwości czarnych dziur czy geometrycznie doskonałych gwiazd neutronowych. Wypełniony jest prądem elektrycznym, płynącym przez chaotycznie piękne włókna Birkelanda. Owe chaotyczne włókna są trudne do zawężenia w liniowe równania różniczkowe, jednak wciąż tam są, zawsze takie same. Wystarczy popatrzeć.


Tom Wilson

Przetłumaczono z http://www.thunderbolts.info/tpod/2009/arch09/090924recreations.htm

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.